RSS
czwartek, 02 lutego 2012
Spontana
Czasem dużo nie trzeba, żeby się światem zachwycić. PO prostu patrzysz i już jest... mały albo i czasem większy zachwyt. Zwyczajne spotkania stają się ważne przez drobiazgi. Potrzebne.

Czekam na wiosnę. Wcale to nie jest jakieś oryginalne, piszę to co roku. A jednocześnie to oczekiwanie ma zawsze we mnie pragnienie zmiany. Na lepsze. Jakiegoś dźwignięcia się. Ale póki co, trzeba znosić to zimno po dwadzieścia stopni. Jej. Mieszkam jak w zamrażarce. Dobrze, że jeszcze stary wiatraczek mam. Chyba nie dziwne, że w takie mrozy trzy ulubione miejsca to wanna, łóżko i auto.... po dziesięciu minutach.

Stęskniłem się za zimowymi Tatrami. Może się uda w te ferie. Mam cichą nadzieję.
*

Już dawno nic nie tworzyłem. Nie piszę. Nie robię zdjęć. Nie maluję. Nie podróżuję w nowe miejsca. Kierat praca dom niekoniecznie jest najbardziej rozwijającym sposobem życia. Chyba czas trochę ruszyć. Dlatego czekam na ferie.

*
Kiedy choinki zniknęły z katedry, zrobiło się tak przestronnie. Codziennie sprawia to na mnie wrażenie. Zdążyłem polubić już przestrzeń naszego kościoła. Chociaż jest niewielki, ma w sobie kawałek historii. Ale ten przyciemniony widok bez choinek jakoś w ostatnie dni robi na mnie wrażenie.

*
Brakuje mi śpiewania.

*
Jestem ciekaw, co zrobiliby starotestamentalni prorocy w czasie takiego mrozu, jaki mamy dzisiaj. Chyba by nie wystarczyło ubranie z wielbłądziej wełny. Jestem ciekaw jak wygląda mróz na pustyni. I jestem ciekaw czy Wenecja zamarza w zimie. I jestem ciekaw, jak to jest latać. Ale to może kiedyś.

Dlaczego Jahwe jest tak cierpliwy do człowieka?
Nie chce mi się w to wierzyć. A jednocześnie cała moja w tym nadzieja.

Pan.

p3o
piątek, 16 grudnia 2011
Jedyny.
Jedyny w roku i od wielu lat niepowtarzalny. Szesnasty grudnia.
Prawda?
Jak dla mnie łączy się z nim wiele wspomnień. Świeczek na ciastach. Torcik z ananasem znany tylko ze zdjęć.
Bywają momenty, że się o tym nie myśli.
Ale nieraz przychodzi tak wielka wdzięczność.
Za bliskość.
Za dobre słowo.
Za cierpliwość.
Za wrażliwość.
Dziękuję. To ważne.
W ten jeden dzień w roku myślę o Tobie szczególnie.

Bibi.


s


czwartek, 08 grudnia 2011
Co za dzień!

Co za dzień!

Siedem dwanaście.


Tyle emocji i radości.

Dziękuję.

Za wszystko.


*

Ostatnio w niedzielę miałem niepowstrzymane wrażenie, że znam każdego człowieka w kościele. Patrzyłem na twarze, a wydawało mi się, że każda przypomina mi kogoś, kogo już w życiu spotkałem. Konkretne osoby. To takie miłe było.


A po śpiewaniu z dzieciakami podszedł do mnie jeden taki człowiek, który wziął sobie za punkt honoru oceniać w różnych skalach nasze "śpiewanie" podczas liturgii. Tym razem okazało się, że to ja zrobiłem postępy, a nie dzieci. Co mnie ucieszyło. Stwierdził też, że jako tako gram na tej gitarze, a na pewno w młodości trochę miałem z tym styczność. A więc... okazało się, że młodość już za mną. W ten dzień czułem się staro. Hi.


*


Tęskno za słońcem.

Za takim ciepełkiem, że można w podkoszulku.

Za śpiewem ptaków.

Za zielonością świeżą.

Trudny jest grudzień pod tym względem.

Ale już niedługo....już niedługo.


*


Co za dzień...


p3o

sobota, 03 grudnia 2011
Listy od Siostry Radości
Lubię grudzień. Jakoś wychodzi na to, że jest szczególnie świąteczny w mojej rodzinie, ale to także podkreśla, że ma w sobie coś szczególnego. Do tego świętowania dochodzi też ostatni dzień listopada, oczywiście.

Właśnie pada. Deszcz. Pierwszy deszcz od mojego przyjazdu do Tarnowa. Mieszkanie na poddaszu. Dwa pokoiki z widokiem na dziedziniec wielkości dwóch pokoików. W prostokąt tej podwórkowej studni zagląda iglica wieży katedralnej, czasem księżyc, jeśli akurat ma humor, oraz niemal codziennie kilka gwiazdek, ciekawie zaglądających do okna. Beniamin stojący na parapecie uważnie notuje te wszystkie odwiedziny, opowiada mi w wolne wieczory, kto był i jakie nowiny przyniósł. Beniamin to fikus, a one mają dobrą pamięć. Mimo kilku miesięcy jeszcze się do końca nie wprowadziłem. Jeszcze chwilka. Ale mam zamiar to zrobić. Tym bardziej, że to pierwsze miejsce moje, które urządzam sam. Gościnny pokój to całkiem miły zakątek. I oprócz chłodu... zimna panującego w tych ścianach, nie ma tu na co narzekać. Moje miejsce w świecie. Podobno na dekadę. Się zobaczy.

Wyprowadzki wiążą się z oddalaniem. Odkryłem ostatnio, witając się z pomnikiem JP2 stojącym przy katedrze, że moją ojczyzną ciągle jest właśnie to miejsce, w którym mieszkam. Pewnie by mnie ktoś oskarżył o niewdzięczność, o brak sentymentu, ale właśnie tak to się dzieje. Z całą moją uważnością, także wewnętrzną, przeprowadzam się w to miejsce, w które rzuca mnie los. Teraz tarnowskie uliczki, specyficzny klimat tarnowskiego ludku, deptak, po którym idę do szkoły trzy minuty i sześć sekund - to krajobraz mojego szukania. A ciągle szukam...

Ciągle. Kiedyś wydawało mi się, że to wystarczy wleźć na jakiś poziom i po prostu się go trzymać. Ale odkrywam, że jeśli przestaję się wspinać na wysokości, po prostu staczam się. Grawitacja rutyniarskiej codzienności przybija mnie do podłogi i wtedy zostają wiecznie niespełnione plany. A takie plany wcale nie dają radości.

Mam to szczęście, że w ciągu ostatniego miesiąca spełniły się przynajmniej cztery moje marzenia. To już coś. Mmmm...

*

A kiedy prorok Jonasz zobaczył Niniwę z daleka, usiadł na głazie i zamyślił się. Zupełnie nie był w stanie pojąć, co takiego jest w tym mieście, że Bóg Jahwe nakazał mu do niego się udać. Nie było dla niego ważne, czy ma na to ochotę, albo czy ucieczka okrętem okazała się zupełnym wstydem. Ważna była ta myśl, to pytanie, co takiego szczególnego ma się wydarzyć w Niniwie. I dlaczego to właśnie on ma być tego świadkiem. Wieczne pytania. Wieczny głód odpowiedzi.

Wstał i poszedł w kierunku miasta.

*

Ten czas jest spisem podróży. Nie tylko na Iberyjski półwysep przez cudne doliny francuskie i plaże Lazurowego Wybrzeża. O tak, wyprawa sierpniowa do Madrytu to było coś.
Ale to także szczególna podróż w głąb siebie.
I zupełnie nowe tereny.
Fascynujące.
Napawające poczuciem przygody i onieśmieleniem.
Ta wewnętrzna droga...obym nie zbłądził.

*

Kim jest prorok, który opowiada historie nad brzegiem jeziora? Z Kafarnaum coraz więcej ludzi zbierało się na nabrzeżu. Poszedłem i ja. Wyczuwali chyba, że nie jestem z ich czasów, że nie jestem z ich miejsc. Ale zapaliło się we mnie wewnętrzne pragnienie spotkania Jeszui wprost. Bez opowiadań. Bez kazań i konspektów. Bez zasłon. Wprost.
Jestem często zmęczony szukaniem.
A jednocześnie biegam jak oszalały w nadziei, że jakoś skapnie łaska na to suche serce spragnione życia w oazie.

*
Moje przejście przez Morze Czerwone stało się mi znakiem mojej niepewności i zniszczalności. To, co dla ludzi nazywa się cudem, dla mnie jest kwintesencją wewnętrznego strachu. Jakże wielka musiała być wiara Mojżesza i ludu, że weszli w te fale. Dla mnie woda po raz kolejny oznacza moją słabość. I tak trudno się na nią zgodzić i wejść. I zaufać i dać się jej ponieść.

Czas proroków w moim świecie.

*

Czekam na listy od Siostry Radości.

p3o


środa, 09 lutego 2011
Wiosna 1.2
JMJ



Może być nawet wietrznie, jak w Tatrach, jak nad morzem w styczniu, ale kiedy świeci... można żyć. Ptaki się rozpędziły koło mojego domu. Umówiły się na koncerty, a złośliwi niemal prognostycy zapowiadają znowu zimę. Trudno. Teraz już przynajmniej wiadomo, że wiosna istnieje. I że gdzieś na świecie jest ciepło.


*
Bywa, że kiedy się sprawy zostawi, to się układają. Bywa też, że zupełnie wtedy się rozsypują. Wniosek prosty, warto mieć wpływ na losy świata. Chociażby to był świat najbliższy. Niesamowite jest dla mnie, że pojedynczy człowiek może zrobić tak wiele. Nie myślę tu jedynie o takich wielkich jak Aleksander Wielki Zdobywca, ale chociażby o takich, jak Olek Doba, o którym mi się napisało ostatnio. Świat się zmienia właśnie dzięki takim małym zwycięstwom. A jednocześnie to one kształtują jego następny krok. Doświadczenie obecności człowieka, i kawałek po kawałku szukana droga naprzód... wnoszą tak wiele.

Stopklatka z dzisiaj.
Błękitne niebo. W drodze do szkoły. W głowie jeszcze grający Steve Vai "Whispering a prayer". I olśnienie tęsknotą. Czy tęsknota też może być darem? Pragnienie głębokiego oddechu, zanurzenia się w Bożej łasce. Spotkania w adoracji. Niekonieczność przynoszenia czegokolwiek, żeby być kochanym. Co więcej jest potrzebne? Chyba właśnie to nawrócenie. Na pięcie, od razu, w tej chwili. Biec, żeby spotkać się. Bez ociągania i durnych kalkulacji. Taka stopklatka. Uświadomiona potrzeba.

*

Oddaję Ci życie swe, Ty Panie weź jakie jest....
To jedna z melodii, która włącza mi się w nocy o północy.
Dzisiaj sobie ponucę.

*

p3o
czwartek, 03 lutego 2011
Nic, tak tylko.
Zganiłem sam siebie, że chciałem się dzisiaj poczuć potrzebny. To przecież tak niewiele, ale.. chyba zbyt dużo chciałem. p3o Ps. White night - Max Payne with me.
Okienko.
Spośród wszystkich spraw na ziemi największym podziwem napełniają mnie te, w których człowiek zwycięża samego siebie. Z nieukrywanym podziwem patrzyłem przez 99 dni na p. Aleksandra Dobę, który po raz pierwszy w historii świata przemierzył samotnie kajakiem Ocean Atlantycki. Kajak specjalnie skonstruowany, ważący pół tony. A jednak kiedy pisał w smsach co jakiś czas, że przeżył sztorm, w którym walczyć musiał z pięciometrowymi falami, nie za bardzo byłem w stanie sobie to wyobrazić, a co dopiero myśleć o naśladowaniu. Zrobić coś takiego, to wygrać życie. A jednocześnie wiele osób mówi o nim jako wspaniałym człowieku. Dobrym. I to połączenie jest chyba najlepszym z możliwych. Chciałbym kiedyś móc zrobić coś takiego.

*

Z utęsknieniem czekam na wiosnę. Co roku piszę sobie w moim pamiętniku takie słowa. Bo wiosna i słońce i ciepło dają jakieś poczucie, że warto. A już dość mam zimy i zimna. Dość mam. Niestety z uporem maniaka walczę wewnętrznie z takim nastawieniem właśnie pod tytułem dość mam. Ale przecież wiele okoliczności wcale nam nie pomaga w codziennym zmaganiu się. A wręcz przeciwnie. I tylko pretensje mogę mieć nieraz do siebie, jak wiele spraw marnuję. Nie daję sobie mocnego fundamentu do tego, żeby być zwycięzcą. Jak Jonasz, który kupuje właśnie bilet na łódź w przeciwną stronę. Nie podnosi głowy, bo nawet czyniąc to w ukryciu ma wrażenie, że każde spojrzenie skierowane na niego jest wyrzutem. Stanowi pretensję, którą on sam w sobie stara się zagłuszyć. I w takim rozdarciu czyni to, co niepotrzebne, chociaż w kwestii marzeń ciągle pozostaje odważny, spełniony, gotowy na wszystko. W kwestii marzeń.

*

Okienko w szkole jest takim przedziwnym czasem, że można sobie odpocząć, a jednocześnie jest tak cicho. Fajnie, miło.

*

...

p3o
niedziela, 02 stycznia 2011
Dokladnie tak. I zdecydowanie.
Z bliskości czasem niewiele widać. A dalekości są trudne do zniesienia. Ale przynajmniej już wiem dlaczego te trzy tysiące kilometrów. Owoce jak przebiśniegi w najmniej spodziewanych miejscach wychylają głowy ku Słońcu. Jestem wdzięczny.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20